Velka Fatra

To był świetny weekend w Wielkiej Fatrze. Dwa dni na nogach, których teraz nie czuję, ale co tam… A teraz wracam do składania papierowych lotosów origami :)

It was such a great weekend! Two days in Velka Fatra mountains, Slovakia with our friends. I can’t feel my legs now but it was worth it. Now… back to work :) Hope you had fun weekend as well.

Delhi – Darjeeling

Po kilku dniach w Delhi, pojechalismy do Nepalu. Potem przez Kakarbitthe z powrotem do Indii, do Darjeeling. Miasto zdaje sie byc ‘nieindyjskie’. Spokoj, mili ludzie, ktorzy jesli zagaduja, to dlatego ze sa ciekawi, lub chca sobie z nami zrobic pamiatkowe zdjecie ;) Zdecydowanie mila odmiana po zatloczonym i zakurzonym Katmandu.

Phi Phi Island

Z Ayutthaya pojechalismy super-rozowym autobusem na poludnie do Krabi, potem prom na Wyspe Phi Phi i juz moglismy plywac w turkusowej wodzie. Wyspa choc baaardzo turystyczna i pelna ludzi, ciagle ma w sobie cos niezwyklego. My wybralismy opcja ‘kajak’ i plywalismy gdzie chcielismy i gdzie nam sil starczylo…Wiem ze nie powinnam tego pisac ale celowo ominlismy slynna Maya Bay. Przepraszam…;)
Po powrocie do Bangkoku spotkalismy sie z nasza nowa znajoma poznana w Nowej Zeladnii (!), ktora zabrala nas w miejsca ktorych nigdy bysmy sami nie zobaczyli.

After Ayutthaya we went to paradise-like Phi Phi island. It is very touristic place but still we could find places just for ourselves. After that we went back to Bangkok and finally met our new friend met in New Zealand, who showed us great places, thank you Fon!!


Lodka-taksowka, ktora za niewielka oplata mozna zobaczyc co ciekwsze miejsca.


Ach…co bylo bez zdjec seryjnych! ;)


Lodka rybacka


Supermile dziewczyny z Harmony Food.
Lovely girls in Harmony Food restaurant. Food was just as great as staff!!


Na loklanym targu z Fon.


Rejs po ‘One man river’

Bangkok

Czas na blogu plynie nieco inaczej niz ten rzeczywisty, ale postaram sie go wyrownac :) Wiem ze troche po macoszemu potraktowalam Australie, ale z przyczyn technicznych ze tak powiem, nie mialam energii na robienie setek zdjec. Teraz jest juz lepiej :)
Tajlandia jest oczywiscie diametralnie rozna od Australii, ale zmiana dobrze nam zrobila i szybko przeszlismy na tryb targowania sie, pytania w kilku roznych miejscach o to samo, podchodzenia z rezerwa do ‘pomocnych informacji’ itp. itd. Bangkok jest ogromny, pelen kontrastow. Ruch na ulicy jest niewiarygodny, jedzenia ‘chodnikowego’ w brod. Mnostwo ludzi, kolorow, inspiracji, taki kulturowy i termiczny kopniak ;)
Zdjecia sa z pierwszych dni w Bangkoku.

So we made it to Thailand…the sensor in my camera is clean again and I have new energy to take pictures :) Pictures are just from few first days in Bangkok. The city is huge full of contrasts, colors, smells, tastes, people and..tourists. It is such a change after Australia.

DSC_9294
Wejscie do naszego dobrze schowanego hostelu

z ensuite
Sniadaniowy widok z balkonu

golden mount

flag

dzwonki

tuk tuk
Tuk tuk…najlepszy srodek transportu

smerfetka

w swiatyni

swiatynia

lunch
Pad Thai na obiad juz sie robi

znak
Czytanie znakow przychodzilo nam z latwoscia…

Australia

Po Uluru polecielismy do Cairns, tam pozyczylismy samochod (znow Jucy) i pojechalismy na poludnie do Sydney, by tam zakonczyc nasza przygode z Australia.
Na trase Cairs – Sydney(ok. 2400km w prostej linii) mielismy dwa tygodnie…niby calkiem sporo, ale w praktyce ciezkie do zrealizoawnia. Zmuszeni bylismy przejechac ten odcinek dosyc szybko, zatrzymujac sie tylko w paru miejscach, zdazylismy jednak spotkac kilka bardzo sympatycznych Australijczykow i przetrzec szlaki na przyszlosc ;)

This time few random shots from Australia.

droga
I tak kilka godzin bez zmian…

figowiec
Figowiec gigant

znak
Jeden z wielu interesujacych znaczkow…

ogrodek

skrzynka
Skrzynka na listy, wcale nie najbardziej kreatywna

three-sisters
Za mna ‘Trzy siostry’ w Blue Mountains

wow